WL 4-MLECZNY PIOTR

IMG_0887Po WL 4 pozostała sesja zdjęciowa i film oraz artyści, którzy w większości rozpierzchli się po Trójmieście. Trzynastu postanowiło jednak znaleźć nową miejscówkę, aby wspólnie realizować artystyczne projekty. Ta trzynastka, to nowi lokatorzy budynku znajdującego się na terenie stoczni o wdzięcznej nazwie – Mleczny Piotr, który przechodził różne koleje losu. Od 2013 roku regularnie grabiony, plądrowany i okradany z wszelkich rzeczy nadających się do sprzedania na złomowisku czy do wykorzystania na innej budowie. Wandale nawet nie odpuścili przeszklonym oknom i wybili wszystkie szyby, przez które do wnętrza dostawały się ptaki. Z zewnątrz wygląda bardzo biednie i nie zachęca, aby go odwiedzać. Pozory jednak mylą, bo wnętrze, to trzy kondygnacje potężnych hal o powierzchni 500 metrów kwadratowych każda. Mleczny Piotr jest w opłakanym stanie, mocno zdemolowany, ale zachęca jakąś magią, przyciąga swoją surowością i prostotą. Skrywa nie jedną historię. W budynku wiele się działo, a świadkiem tego były ściany, które przetrwały do dzisiaj. Wokół jest piękny zielony teren, przepływa Martwa Wisła. Rozciągają się malownicze widoki, jest bardzo dużo przestrzeni. To miejsce, które ma być zrewitalizowane, a w przyszłości ma funkcjonować jako część Młodego Miasta Gdańsk. Po burzliwej dyskusji, zdecydowałam, że Fundacja Unikat stanie się też częścią tego nowego projektu i będzie kolejnym, już czternastym lokatorem w Mlecznym Piotrze.

Moim wielkim marzeniem, było mieszkać w prawdziwym, pofabrycznym lofcie. Mogłabym tam bez problemu gromadzić swoją sztukę, organizować duże spotkania z artystami oraz miłośnikami sztuki.

Ta przestrzeń w Gdańsku, w Mlecznym Piotrze, będzie taką namiastką realizacji mojego marzenia. Chyba tego jeszcze nie czuję, ale już bardzo się cieszę.

Miejsce jest niestety tylko na dwa lata, dlatego nie należy się do niego zbytnio przyzwyczajać i zbyt dużo w nie inwestować. To jest niesamowite, bo udało mi się zrealizować coś, o czym w ogóle nie myślałam. Mam kąt na dwa lata w odległości 700 km od domu pomyślany jako pracownia dla artystów z Polski i z zagranicy. Można tu realizować projekty malarskie czy rzeźbiarskie korzystając z warsztatu na miejscu.

Będzie to tylko do pracy twórczej, nie do mieszkania. Warunki będą bardzo skromne, ale za to rekompensatą jest sąsiedztwo i towarzystwo wielkich artystów i możliwość przeżycia niesamowitej przygody, poznania fantastycznych ludzi, zaprezentowania swoich prac na wystawie, zrobienia dokumentacji. To co się wydarzy na miejscu w Mlecznym Piotrze będzie zależeć od fantazji i wyobraźni rezydentów.

MÓJ POMYSŁ NA MLECZNEGO PIOTRA

Pofabryczne, zdemolowane przez wandali budynki, metalowe, zardzewiałe, przyspawane okna, pomieszczenia z powybijanymi szybami, gdzie dzikie ptaszyska urządziły sobie tymczasowe miejsce do życia, wysokie na kilka metrów chaszcze i krzaki wokół budynku, które zasłaniają światło, to nie do końca moja estetyka i coś co mnie zachwyca i uskrzydla.

Do projektu podchodzę bardzo ostrożnie, ale z wielkim entuzjazmem i nadzieją na przyszłość.

Nie bez znaczenia jest grupa szaleńców, która już wcześniej przede mną podjęła decyzję o budowaniu nowej artystycznej historii miasta Gdańsk.

Nie należę ani do osób odważnych, przebojowych, raczej jestem niedowiarkiem, ale pomysł bardzo mi się spodobał.

Mój sposób na sukces jest bardzo prosty, nie zakładam zbyt dużo, poprzeczka jest postawiona dosyć nisko, tak aby wszystko mogło się udać.

Mleczny Piotr roztacza wokół mnóstwo pozytywnej, twórczej energii.

To miejsce jest kontynuacją WL4, co jest już na starcie dużym wyzwaniem, bo powoduje ogromne oczekiwanie i presję ze strony obserwatorów, czyli dawnych uczestników eventów, które odbywały się w starym miejscu.

Traktuję to jak wielką przygodę, która mi się przytrafiła.

Ponieważ dla mnie ta historia zaczęła się w maju, w najpiękniejszym miesiącu w roku, w przededniu moich kolejnych urodzin, traktuję to jak dobrą monetę i znak, ufam, że będzie wspaniale.

Już wiem, że to miejsce jest kolejną inspiracją do napisania nowej książki, która właśnie powstaje.

Książkę mogę pisać wszędzie, natomiast miejsce, które zajmuję w budynku chciałabym przekształcić w rezydenturę dla artystów z mojego terenu.

Większość domowników Mlecznego Piotra, to artyści z Trójmiasta, którzy do pracowni mogą dojechać samochodem, rowerem czy przyjść pieszo. Jestem jedyną osobą, która wykupiła miejscówkę w odległości siedmiuset kilometrów od adresu zamieszkania i to jest bardzo atrakcyjne i intrygujące dla mnie i moich rezydentów. Wśród rezydentów Mlecznego Piotra jest jest też artysta Rafał Borkowski, który na stałe mieszka i pracuje we Francji, to on ma najdalej do pracowni.

Chciałabym po ogarnięciu i urządzeniu nowej przestrzeni, zrobić w niej pracownię dla artystów rezydentów. Myślę, że to ciekawa propozycja zwłaszcza dla młodych absolwentów ASP. Propozycja to pracownia w sąsiedztwie znanych artystów.

To możliwość realizowania wielkoformatowych prac, bo są tu wielkie powierzchnie, w których można realizować ogromne prace – obrazy, rzeźby, instalacje.

Często studenci ASP realizują swoje pomysły w pracowniach uczelni, a mieszkają z rodzicami w małych mieszkaniach w wysokich blokach na ostatnich piętrach albo wynajmują małe stancje, które służą tylko za sypialnię. Moja propozycja to alternatywa dla tych artystów. W Gdańsku, w Mlecznym Piotrze można realizować duże prace, po zakończeniu rezydentury można wszystko pokazać na wystawie, która przyciągnie wielu gości.

Do mojego miejsca będę mogła też zapraszać też artystów z zagranicy.

Uważam, że to świetny pomysł na spędzenie części wakacji – urokliwe miejsce, twórcza atmosfera, pełno zieleni, czyste powietrze, bryza, szum fal i śpiew mew.

Iwona Siewierska

 

Triennale Ceramiki z okazji 100-lecia odzyskania przez Polskę Niepodległości – artykuł krytyczny

plakat_wystawa_druk

 

Sztuka zaangażowana oraz wymyślone i mocno naciągane powody, aby organizować wystawy, to coś czego osobiście nie pochwalam.
Gdy za wystawę odpowiada jeden z artystów uczestniczących w wydarzeniu, bardzo trudno o obiektywizm, a łatwo o kumoterstwo.
Organizacja  wystawy 100 artystów  ceramików na 100 – lecie Niepodległości, to bardzo odważne zadanie, skomplikowane logistycznie, wymagające ogromnej wiedzy, doświadczenia, wysiłku, czasu oraz znajomości rynku.
Dobrze i bezpiecznie jest powołać gremium mądrych, kompetentnych ludzi, którzy są autorytetami w środowisku.
Zaskoczyło mnie to, że  przy wystawie z okazji 100 lat Niepodległości obowiązuje regulamin, który dopuszcza do udziału w wystawie tylko prace nie starsze niż trzy lata.  Jednocześnie prezentowane są dzieła, które tych kryteriów nie spełniają, co świadczy o zupełnym niedopasowaniu regulaminu do takiego wydarzenia.

Brak mi słów na usprawiedliwienie nieobecności na wystawie prac Władysława Garnika, Edwarda Roguszczaka, Elżbiety Grosseovej, Ewy Granowskiej, Zdzisława Szyszki, Stanisława Szyby, Andrzeja Trzaski, Czesława Podleśnego, Ewy Walczak- Jackiewicz, Zofii Wysockiej -Dowgird, Marylii Kupczak- Zajadacz, Małgorzaty Dyrdy-Kujawskiej, Anny Marchwickiej.

Dlaczego w sprawie nieobecności tych twórców nic nie zrobili artyści, którzy znaleźli się wśród złotej setki?

Może to zwykłe niedopatrzenie, związane z tym, że komisarz wystawy nie interesuje się sztuką innych, zwłaszcza starszych mistrzów i ich nie szanuje.
Nieobecność pracy Władysława Garnika uważam za skandal.
Początkowo myślałam, że to ze strony artysty jest protest i sam nie wyraził ochoty wystąpienia w wydarzeniu narodowościowym i patriotycznym. Kilku artystów odmówiło udziału w tej wystawie np. prof. Adam Abel, Joanna Opalska.
Zabrakło mi słów, gdy dowiedziałam się, że Władysław Garnik wysłał zgłoszenie, dopełnił formalności i był przekonany, że jego praca będzie na wystawie i w katalogu.
Chyba najgorsze było to, że o tym fakcie dowiedział się telefonicznie ode mnie i był autentycznie zaskoczony. Najbardziej bulwersujące jest to, że przecież Artysta związany jest od lat z Bolesławcem,  uczestniczył w plenerach międzynarodowych, jest laureatem wielu nagród.

Tytuł wystawy, o której piszę krytycznie to „Polak Artysta Ceramik”.

Może odrzuceni, a właściwie ci, którzy się nie zakwalifikowali do wzięcia udziału w wystawie czy zostali pominięci nie spełniają podstawowego kryterium związanego z narodowością.

Może ktoś uznał, że dorobek artystyczny tych twórców jest zbyt mały albo, że nie są zbyt dobrymi artystami, bo np. nie są garncarzami?
Dlaczego o tym piszę ….? Wszyscy będą chwalić organizatorów za ogromny wkład w organizację wystawy, nikt nawet nie zauważy nieobecności prac kilku twórców, a poza tym nikt się nie ośmieli krytykować komisarza, dyrektora, organizatorów, bo może nie być dopuszczony do następnego triennale albo nie dostanie zaproszenia na plener międzynarodowy do Bolesławca.

W społeczeństwie dominuje obojętność, wygoda, zachowawczość. Zbytnie angażowanie się nie jest trendy. Sprawdziłam, nie było powołanej żadnej  komisji, która miałaby przesądzać kto spełnia kryteria – Polaka Artysty i Ceramika.

Zainteresowało mnie stwierdzenie, że w wystawie biorą  udział artyści z Bolesławca, Polski i  zamieszkali poza krajem. Nie wiedziałam, że Bolesławiec to jakaś specjalna, nowa  jednostka geograficzna. Prawdopodobnie chodzi o małomiasteczkowe kompleksy.
W ogóle nie znajduję słów usprawiedliwienia zaistniałej sytuacji. Jest to nonszalancja, niedociągnięcie, zła wola i brak artystycznego wyczucia. Pojawili się na wystawie absolwenci z 2014 roku (regulamin mówi o długoletnim doświadczeniu!), a zabrakło miejsca dla tych, którzy całe swoje życie poświęcili dla Sztuki. Taka wystawa mogłaby być pokazem wspominkowym, przypominającym wielkich Polaków Artystów Ceramików. To takie ważne, aby ocalić pamięć o Wielkich Twórcach od zapomnienia. Stulecie to piękna okazja na taką podróż w czasie. Jeśli przy takiej okazji zapomina się o artystach starszego pokolenia, ale cały czas jeszcze twórczych, to zupełnie nie dziwi fakt pominięcia tych, którzy już od nas odeszli.
Może brak nazwisk pewnych artystów, to trochę strach przed konkurencją, chociaż im lepsi artyści, tym większy prestiż wystawy.
Moja krytyka wynika głównie stąd, że oczekiwałabym od organizatora zwykłej przyzwoitości.
Środki na organizację wystawy są nasze, czyli wspólne. Powinna być dochowania staranność i zachowane pewne standardy.

Czy był ogłoszony konkurs na plakat do tego Triennale? Wygrała demokracja, bo na plakacie jest zdjęcie rzeźby komisarza, on też będzie autorem pracy, która powstanie na tą okoliczność w Bolesławcu. Czyli człowiek orkiestra!
Oczekuję wytłumaczenia ze strony organizatorów tej wystawy, dlaczego tak się stało.

Iwona Siewierska prezes Fundacji Unikat